Niedziela msw
Z powodu kolizji spółka straciła jeden z pojazdów (Ray, szkoda całkowita). W sobotę jedziemy po nmax, a póżniej do moka. Rano MSW :)
W sobotę rano padał deszcz. Wyruszyliśmy 4 godziny póżniej niż planowaliśmy. Pojechaliśmy do Bielska Białej po skuter. Jechaliśmy razem z Tymkiem yamahą Tricity, z dwoma plecakami. Niezbyt wygodnie.
Dojechaliśmy do Murzasichla, gdzie zostawiliśmy Nmaxa i część bagażu (namiot itp). O godzinoe 18 zaparkowaliśmy skuter w Palenicy Białczańskiej
Ruszyliśmy do kasy biletowej. Tłum ludzi idzie w przeciwną stronę ilość przeraża. Napisałem sms do Moka: Dzień dobry.
- Zenek dziś grał u was? Bo tysiące ludzi idzie w dół... :). Może jakaś inna gwiazda disco polo, bo widać ze to nie ludzie gór melduję, ze zaopatrzeni w tlen, bez szerpow, wyruszyliśmy z palenicy w Wasza stronę. :) adi -
W końcu, po wielu godzinach najcięższego szlaku tatrzańskiego, o godzinie 20, dotarliśmy do Moka.
Wchodzimy do recepcji, mówię:
- cześć, to ja, szyderca i głupawiec
- od Zenona?
-tak, to ja, przepraszam
- ubawiłeś mnie tym sms. Dzięki.
Po zameldowaniu ruszyliśmy do Wozowni. Przywitaliśmy się z gospodarzem i ruszyliśmy do sali noclegowej. Rano, pobudka 4.44. Ruszamy w stronę Szpiglasa
Warunki są super.
Idąc szlakiem, jest miejsce, gdzie szlak odbija w prawo, zawsze z rozbiegu idę prosto, i muszę zawrócić. Tym razem pamiętałem by skręcić. Skręciłem i dumnie pomyślałem, że pierwszy raz poszedłem dobrze. Chwilę później zaklnąłem, że jednak żle skręciłem. Za szybko. Zatrzymałem się kawałek dalej, czekam na syna. Słyszę jego głos:
- wiesz tate? Pierwszy raz dobrze skręciłem, bo zawsze idę za daleko i muszę zawracać..... eeeee, nie, jednak nie- dodaje z rozczarowaniem- jednak za szybko skręciłem.
Zacząłem się śmiać. Łzy pociekły strumieniem, mówię, że się mnie nie wyprze. Zgadza się ze mną, że jest podobny. Ruszamy dalej.
Idziemy w stronę Mnicha.Dochodzimy do przełęczyPo przerwie ruszamy.
Ostatnim razem, gdy tu byłem, Natalia zawróciła z tego miejsca. Mam nadzieję, że dziś takich problemów nie będzie.
Zaczynamy wspinaczkę żlebem.
Wchodzimy na szczyt. Mięguszewicki Szczyt Wielki zdobyty.
Pytam syna, jak ocenia trudność. Odpowiada: dupy nie urywa. Śmieję się, że jest to bardziej atrakcyjny szczyt, niż mont blanc...
Schodzimy. Odbieramy drugi skuter, zjadamy obiad i jedziemy do Szaflar na basen. Rozbijamy namiot pod mostem, kawałek za oświęcimem. Tu Wisła jeszcze nie śmierdzi. Idealne miejsce na namiot znalazł Tymek. Dziękuję. I dziękuję za całą wyprawę. Jesteś najlepszy!!!
W poniedziałek rano ruszyliśmy dalej...

























Komentarze
Prześlij komentarz