Zaczynam przygodę. Z Grecji, z Salonik ruszam rowerem do domu... Nastał poniedziałek. Po ciężkim weekendzie, spędzonym ma składaniu kuchni, czyli malowaniu, szpachlowaniu, malowaniu, skręcaniu szafek, montowaniu gniazdek, i sam nie wiem czym jeszcze, nastał poniedziałek. Wstałem żwawo o 5.52 i pojechałem na fizjo, póx̌niej do biura, miałem odpisać na pozew, nie zdążyłem. W biurze zostawiłem skuter, założyłem buty rowerowe, zabrałem rower i pojechałem do domu, spakować się, i pogrzebać przy kuchni, bo zabrakło nam dnia, by skończyć. Podłączyłem zmywarkę, poszedłem do łazienki zamocować tymczasowy bojler, i przeniosłem się w czasie. Myślałem, że mam jeszcze sporo czasu, a okazało się, że zostało niecałe 2h do odlotu. Z tego wszystkiego nie zdążyłem zrobić odprawy, którą zawsze w ryainarze robię jak najpóźniej, dzięki czemu mam lepsze miejsca. Szlag. Czeka mnie płatna odprawa na lotnisku... Przy pakowaniu nie mogłem znależć namiotu, nie mogłem, gdyż pożyczyłem go Łukaszowi, wspaniało...