Zaczynam przygodę. Z Grecji, z Salonik ruszam rowerem do domu...
Nastał poniedziałek. Po ciężkim weekendzie, spędzonym ma składaniu kuchni, czyli malowaniu, szpachlowaniu, malowaniu, skręcaniu szafek, montowaniu gniazdek, i sam nie wiem czym jeszcze, nastał poniedziałek. Wstałem żwawo o 5.52 i pojechałem na fizjo, póx̌niej do biura, miałem odpisać na pozew, nie zdążyłem. W biurze zostawiłem skuter, założyłem buty rowerowe, zabrałem rower i pojechałem do domu, spakować się, i pogrzebać przy kuchni, bo zabrakło nam dnia, by skończyć. Podłączyłem zmywarkę, poszedłem do łazienki zamocować tymczasowy bojler, i przeniosłem się w czasie. Myślałem, że mam jeszcze sporo czasu, a okazało się, że zostało niecałe 2h do odlotu. Z tego wszystkiego nie zdążyłem zrobić odprawy, którą zawsze w ryainarze robię jak najpóźniej, dzięki czemu mam lepsze miejsca. Szlag. Czeka mnie płatna odprawa na lotnisku... Przy pakowaniu nie mogłem znależć namiotu, nie mogłem, gdyż pożyczyłem go Łukaszowi, wspaniałomyślnie podwiózł mi go do domu, za co bardzo mu dziękuję. Wsiedliśmy do pandy. Renia podwiozła mnie pod lotnisko, a sama pojechała zaparkować. Spakowałem karton z rowerem na wózek, na to sakwy i udałem się do stanowiska ryainara, zrobić odprawę, a póżniej na nadbagaż, by nadać rower i sakwy. W końcu poszliśmy w stronę bramek, wsiedliśmy do samolotu i polecielismy do Grecji. Nie ukrywam, że jestem przemęczony. W samolocie zasnąłem. Obudziłem się, i przypomniałem sobie, że nie zabrałem butów. Kolejny szlag. Złapałem zasięg, zacząłem szukać możliwości wysyłki. Miś podjechał po buty do domu, później na obornicka, gdzie jednak ich nie wysłał. Czas się skończył, buty zostały w biurze. Spróbujemy kupić nowe. Po wyjściu z terminalu zaczynam składać rower...



Po złożeniu roweru i wyrzucenia śmieci, Renia poszła na autobus, a ja ruszyłem na rowerze w stronę hotelu. Do przejechania mam 16km, co w moich profesjonalnych, 5 palczastych butach, z podeszwą o wysokości 0,5 mm,jest mega wyczynem.
Bolą mnie stopy, pedały wbijają mi się.
Szlag3. Nie spakowałem poduszki.
Robi się ciemno. Zapalam światełko przednie. Szlag4, tylna lampka nie działa, pewnie siadła bateria. Zapalam więc światełka w kasku, dojeżdżam do hotelu, szlag5, rower każą mi zostawić na dworze :(. Wiecie, że ten rower (rama), ma już 30 lat? Kupiony na raty w eurobiznes, na starołeckiej? Kredyt brała moja mam, za co kej bardzo dziękuję.
W hotelu rozpakowuje sakwy, mam wszystkiego dość. Szlag6. Nie mam kabla do ładowania lampek. Moja najlepsza i najbardziej wspierająca i wyrozumiała partnerka poszła od razu kupić. Dziękuję kochanie. Jesteś NAJLEPSZA.
Szlag7. Tylna lampa się zepsuła, nie ładuje się.
Szlag8. Nie spakowałem koszulek.
Szlag9. Woda w morzu egejskim nie zachęca do kąpieli
Wtorek
Kończymy z pechem. Wstajemy na śniadanko i idziemy na spacer, zwiedzić miasto. Musiałem potwierdzić w necie, że św Paweł, pisząc listy do Tesaloniczan, pisał właśnie do mieszkańców tego miasta. Tak.
Idziemy wzdłuż brzegu. Zamiast plaży mamy beton, bez dojścia do wody, w której widać duże meduzy.
Na posiłek regeneracyjny wybraliśmy się do knajpki, kierując mapami google. Trzy razy trafiliśmy na zamknięte, więc stwierdziliśmy, że nie ma sensu wspierać się technologià i idziemy gdziekolwiek.
Idąc wzdłuż plaźy, widzieliśmy ławice ryb. Renia była zachwycona.
Doszliśmy do białej wieży.
Znalazłem schody, zszedłem zamoczyć rękę. Woda jest ciepła i mało słona. Choç wynika to pewnie z perspektywy. Niedawno skosztowałem wody z morza martwego...
Poszliśmy do sklepu rowerowego, największego w mieście. Było 6 różnych modeli butów. Wybraliśmy specialized recon 1.0. No I osobno bloki. Mam jak wrócić do kraju:). Poduszkę pominęliśmy w zakupach. Tylną lampkę również zdobyliśmy, więc mam komplet oświetlenia.
Dotarliśmy do hotelu i poszliśmy spać przed 19..
Środa
W nocy zaczęło padać. I pada dalej. O 7.45 szepnąłem: Kochanie, wstajemy. Usłyszałem eehee, po chwili szepnęła, że miała zły sen... ubraliśmy się i zeszliśmy na śniadanie
Nie lubię pożegnań, a łzy w oczach Reni nie ułatwiały. Po śniadanku poszliśmy nad zatokę, kupiliśmy poduszkę i wrócilismy do hoyelu spakowac się. Po namiętnym pożegnaniu nie mam siły pedałować. Założenie mam, robić dziennie po sto kilometrów, aby w 18 dni dojechać do Poznania. Dziś, na rozruch mam zrobić 80km i dojechać do Macedoni Północnej. Zniknął mój nóż. Zapewne obsługa hotelowa sprzątnęła go jako hotelowy. Renia poszła kupić nowy, a ja pakuję rower
Na rowerze mam ładowarkę solarną. Mam nadzieję, że będzie ładować telefony, bo waży sporo. Ostatni buziak i ruszam w stronę Polski. 3majcie kciuki za sukces
Zawsze powtarzam, że przed kolejną wyprawą będę trenować. I znowu startuję z partyzanta, bez przygotowania. W zeszłym roku tylko jedną trasę zrobiłem na rowerze, z mielenka do Poznania. ...
Po dwóch godzinach zrobiłem przerwę na mały posiłek. Przeraża mnie dystans, jaki mam do pokonania.
Kilkanaście minut póx̌niej spotykam rowerzystę że szwajcarii. Na dzień dobry powiedziałem mu, że nie mówię po angielsku. Wymieniliśmy kilka zdań i ruszyliśmy każdy w swoją stronę.

Od wyjazdu z Salonik nie znalazłem żadnego sklepu, nic przy drodze nie było. Dotarłem do granicy. Sznur aut ciężarowych oczekuje na odprawę, a ja śmigniemy boczkiem. Wyprzedziłem nawet auta osobowe. Podałem paszport i przekroczyłem granicę.Zmienił się czas na polski. Parę kilometrów dalej znalazłem sklep. Zrobiłem pierwsze zakupy wyprawowe. Czego brakuje?
Na szczęście wysłałem fotkę ukochanej. Momentalnie zobaczyła, czego brakuje. Jest mleko, jest ryba, a nie ma... papieru życia. Zawróciłem do sklepu. Ruszam. Zrobiło się chłodno. Znalazłem dojście do wody, wskoczyłem, by zmyć z siebie pot, i brud grecki. Wysuszyłem się i zrobiło się cieplej. Ruszam dalej. Dopedałowałem równo 100km i rozbiłem namiot. Choć blisko drogi, to miejsce jest przyjemne
Planowałem 80 km, wyszło ponad 100
Czwartek.
Wstałem niczym intercity. Niespiesznie. Złożyłem namiot, zapakowałem sakwy i ruszam w głąb macedoni północnej. Kieruję się na Veles. Dzien bez niespodzianek? O nie. Musi się dziać. Jadę spokojnie do znaku, który przyspieszył mi bicie serca. Nagła bez ostrzeżeń pojawił mi się niebieski znak z uśmiechniętym samochodem. Droga ekspresowa. Zawracam, znalazłem alternatywną drogę
Cudowna droga, na szosowe opony. Nie mam wyboru, pedałuje, choć są przeszkody
Czasem muszę zejść i przeprowadzić rower. Czasem jakiś kamień wyskoczy spod kół. Jadę, odbieram telefon od strasznie przejętej Reni, bo wezwała "fachowca" który dokonał zniszczeń. Starałem się ją uspokoić, a po powrocie napiszę pozew przeciwko niemu...
Ścieżka jest ambitnie poprowadzona
Są tunele poprowadzone w skale. Po 20 kilometrach wątpliwej przyjemności z jazdy docieram do strumienia, w którym biorę kąpiel. Jest cudownie
Jadę wśród skał, wzdłuż rzeki.
Dziś czeka mnie trochę jazdy pod górę. Mijam Veles i prowadzę rower pod górkę. Nie mam już epy. Skręcam na Svety Nicole. Rozbije namiot, gdy tylko znajdę wodę do umycia. Ładna asfaltowa droga zmieniła się w polno kamienistą. Znowu prowadzę rower :(. Znalazłem żródełko, poidło dla bydła. Umyłem się.
Wyprałem też ciuchy. 2 kilometry dalej rozbiłem namiot. Idę spać... zrobiłem 125km
Piątek
To była dobra noc. Wyspałem się. Rosy rano nie było, namiot suchy, tylko... wiatr wieje. Niespieszne wstałem i ruszam
Choć jest dużo słońca, ładowarka solarna szwankuje :(
Jadę, choć wiatr wygrywa bitwe. Przed południem zatrzymalem sie na stacji benzynowej, porzadnie naładować telefony. Bo głupio nagle stracić prad. A bardzo wolno ładowarka solarna laduje.
W planach mam dojechac do Lojane, przekroczyć granicę i spać w Serbii. Od Kumanova droga cały czas pnie się w górę. Dodatkowo wiatr, nie daje mi o sobie zapomnieć. Mam ochotę rozbić namiot i iść spać.
W dole widać piękną autostradę. Jestem w Lojane,
Zatrzymuję się, by spojrzeć na mapę, reaguje na to przechodzień. Mówi, że granica jest tam, ale border is klozet. Pytam, jak w takim razie dojechać do
Vranje w Serbii, odpowiada, że przejście jest na autostradzie. Pytam: bike autobahn? Odpowiada, że to jest problem. Mówi, że mogę spróbować, jest tam policja serbska, może mnie przepuszcza. Macedońskiej policji nie ma. Sprawdzam jeszcze raz dwie mapy. Mapy.com i gugla. Jedno i drugie pokazuje, że mam śmiało jechać. Dojechałemz ostro pod górè. Na granicy stoją drewniane przeszkody, łatwo je mijsm. Jestem w Serbii, zaczynam zjeżdżać. Dojechałem do szlabanu. Wołam halo ooo, z budki wychodzi serbski policjant i tłumaczy, zę przejazd tu jest nielegalny. Przychodzą jego koledzy, tłumaczą mi, że muszę jechać na... sutostradę. Mówię, że przecież rowerem nie można, odpowiadają, że można. Żadna mapa nie zgadza się, bym ejechał na sutostradę. Policjanci proponują mi wodę i życzą powodzenia. A ja zjeżdżam w strone autostrady. Z duszą na ramieniu wjezdzam na nią i zbliżam się do punktu kontroli. Nie stanowię chyba dziwnego wyglądu, bo nikt na mnie nie reaguje. Mijam kontrolę, wjezdzam na stację i ruszam autostradą dalej.

Po kilku kilometrach zmagania się z wiatrem zjeżdżam z sutostrady. Jadę "normalną" drogą, walczyć z wiatrem. Wykąpałem się w dość brudnym strumieniu. Wszędzie w Serbii jest dużo śmieci, woda też ciekawie nie wygląda. Najwyżej będę świecił (przykładem). Na stacji chciałem kupić napój. Półtora litrowa fanta kosztuje 5,40 zł ( w przeliczeniu). Zatkało mnie. Usłyszałem only cash. Szukam sklepu, by uzupełnić zapasy i kupić piwo. Noe znajduję. Rozbijam się za nasypem kolejowym i zasypiam.
Zrobiłem 106km
Sobota.
Spałem średnio. Boli mnie kolano lewe i obie pięty Achillesa. Nawet nie mogę kucnąć, by się załatwić. Zrobiłem zakupy.
Zapomniałem, nie narzekać. Lewe kolano przestało boleć, za to prawe spuchło. I boli.
Odpuściłem jazdę. Dziś zrobiłem połowę minimalnego dystansu. A moje minimum to sto. Nawet nie zrobiłem 50. Rozbiłem się i odpoczywam. Nie jestem już taki młody, a 6 operacji nie pomaga. Zanim zasnąłem musiałem poczekać, aż słońce przestanie grzać. W nocy zrobiło mi się zimno. Pomyślałem, żę śpiwór nie daje już rady..
Niedziela
Zimno. Strach wystawić głowę. 20 minut walczę ze sobą, w końcu wstaję. W długich spodniach i polarze. Nie wiem co się dzieje, myślę, że może chory jestem, otwieram środkową część i wszystko staje się jasne to nie ja jestem chory, to temperatura spadła poniżej zera. Ścianki namiotu są zamarznięte. Pakuję się i ruszam. Wyjątkowo wcześnie. W Nis mam zamiar zjeść pizze. Dopedałowałem przed 12, przejechałem całe miasto, a pizzy nie znalazłem. Zatrzymałem się na stacji benzynowej, gdzie ładuję telefony
Sam leżę na trawniku z widokiem na brzozę.
Mam tu trochę cienia. Zastanawiałem się, co lata na lotnisko w Nis. Odpowiedz otrzymałem: landrynka wzbiła się w powietrze, gdy leżałem pod drzewem... Nie wiem ile mogę pedałować
Z jednej strony wiem, że jest moc, z drugiej, nie chcę przegiąć, żeby mi noga nie spuchła, tak jak wczoraj. Męczy mnie wczorajszy dystans, bo nie mam przewidzianych przestojów: średnio dziennie musi być 100...
Po przejechaniu 100km dotarłem do tawerny. Kupiłem soboe rybkę i pierwsze piwko na wyjeździe.
Za całość zapłaciłem niecałe 18 zł. Jutro tez szukam tawerny:). Kawałek dalej, tuż przed miejscowością Aleksinac znalazłem dojście do rzeki Morawy... moravę znam że Słowacji... to stanowczo nie ta. Woda nie należy do najczystszej, strumień jest bardzo wartki. Znalazłem miejsce, w którym bezpiecznie mogłem wejść do wody.
Zrobiło się bosko.
Udało się nadrobić wczorajszą stratę. Zrobiłem ponad 150km. 3majcie kciuki, by nogi nie spuchły. Namiot rozbiłem blisko drogi, w widocznym miejscu. Ale nie chce jechać dalej, bo boję się, że jednak przegnę.. dobranoc.
W nocy podszedł do namiotu pies, i zaczął szczekać. Nie wiem, czy miało to oznaczać, że mnie ochroni, czy, że jestem intruza na jego terytorium...
Poniedziałek
Wstałem niespiesznie. Spakowałem się, choć namiot był mokry i ruszyłem. Daleko nie dojechałem, bo zaczęło padać. Czekam, aż przestanie, w centrum miasteczka. Leżę pod daszkiem na ławce...
Przestało padać, ale mam menopauze. Jest mi zimno, zaraz gorąco, znowu zimno. Nie mam siły pedałować. Za chwilę czuję się herosem. Uderzenia zimna i gorąca motywują mnie do znalezienia noclegu w hotelu. 20km dalej w Velika Plana zatrzymuję się w hotelu Vir. Melduję się, wnoszę toboły, biorę prysznic i padam. Mam dreszcze. I majaki. W koncu się budzę i zmuszam do zejścia do restauracji by coś zjeść. Zdaję sobie sprawę z faktu, że nie miałem dziś apetytu i niewiele zjadłem...
Wróciłem spać. Nie była to dobra noc, telepało mnie. Było mi zimno i gorąco.
Wtorek
Spakowałem namiot, który suszył się na podłodze, poszedłem do sklepu, kupiłem soki i maszynkę do golenia. Wróciłem do hotelu i poszedłem pod prysznic, później się ogoliłem. Czuję się dużo lepiej niż wczoraj, choć zastanawiam się, czy nie powinienem dziś odpuścić. zjadłem śniadanie.
Rower czeka na mnie schowany za stolikami
Ruszyłem. Zamierzam dojechać dziś do najdłuższej rzeki w Europie. No dobrze, rozpędziłem się, ruska wołga jest dłuższa. No to najdłuższej rzeki w Unii Europejskiej, choć, do Unii, mam jeszcze trochę. Patrząc na brud, śmieci, i gruz powyrzucany wszędzie, raczej się w niej nie wykąpię. Szczególnie, że... możliwe, że szamba nadal są odprowadzane prosto do wody. Dziś czeka mnie bardzo dużo przewyższeń. Łącznie 1000metrów pojazdów. A to sporo. Do Dunav (Дунав) dojechałem o 13.13. Niestety nie byłem wstanie uchwycić rzeki aparatem. Do Beograd (
Београд) wydawało by się, że już przewyższeń nie będzie, bo dróżka prowadzi wzdłuż rzeki. Pamiętam, jak na papierowych mapach szukałem dróg wzdłùz rzek, żeby nie pokonywać kosmicznych przewyższeń. Tutaj ta teoria się nie sprawdziła. Albo mam w górę, albo w dół. Mam przejechane 70 km, czuję się dobrze, zaczyna padać. Chowam się i przeczesuje. Po 2 godzinach ruszam. Prognoza pogody mówi, że póżnym popołudniem się przejaśni, więc mam nadzieję przejechać stolicę Serbii i rozbić się 20km za nią. Dojechałem do Też nie wiedziałem co to :). Ale już wiem. Neoklasycystyczna budowla z 1936 roku, Dom Zgromadzenia Narodowego Republiki Serbii, czyli nic innego, jak Serbski Parlament. A jak już jesteśmy przy parlamencie, to z ciekawostek: wszystkie akta prawne, są pisane cyrylicą serbską, Natomiast alfabet łaciński jest używany do "mniej ważnych" dokumentów. Około 70 procent serbow używa łacińskiego alfabetu, jako głównego.
Przejechałem rzekę Sawę. Rzut w stronę Dunaju, gdzie kończy bieg, Wydostałem się z centrum, jadę w stronę kraju. Co może pójść nie tak? Zrobiło się ciemno. Lunęło. Wg prognozy, ma tak padać trzy godziny. A jest już 18. Dlatego na bookingu ogarnąłem hotelik. Znowu mam duże dwuosobowe łóżko, a Renia jest daleko...przrprałem ciuchy, kaloryfer był zimny, więc go odpowietrzyłem, po czym okazało się, że są w pokoju dwa... idę spać. Dobranoc
Środa
Tydzień temu wyruszyłem w nieznane. Znane nieznane. W końcu wiadomo, że każdy nowy szlak znajomy jest. Czy jest łatwo? Kwestia motywacji. 46 lat na karku, choć sił mniej, choć kilka operacji na kolano, to jednak siła doświadczenia tkwi we mnie. Każdego dnia ustawiam sobie cele. Nie jeden cel, tylko kilka, kilkanaście. Dlaczego? By zawsze wygrać. Pierwszym celem jest zrobienie 10km. Moze mało, może dużo. Ale jak pokonam ten dystans, mam zwycięstwo. Więc kolejnym celem jest pokonanie 20 km. Dodatkowym celem jest przerwa, w okolicy Dunaju. Dlatego każdego dnia kładę się zwycięzcą. Nieważne, czy zrobię 50, czy 150km...
Prognoza pogody mówi o pięknym słońcu. Czekam rano, aż przeschnie asfalt, w końcu wyruszam, ale ciągle napotykam na kałuże :(
Po przejechaniu 65 kilometrów robię sobie pamiątkowe zdjęcieBrama Belgradzka. Jade na obiad. Zgadza się. Dobrze widzicie na zdjęciu. Mam zimowe spodnie i zimową bluzę.. myślałem że to że mną jest coś nie teges, ale wszyscy są poubierani. I choć telefon podaje 14 stopni jest poniżej 10, a z powodu wiatru, odczuwalna temperatura jest jeszcze niższa. Po przejechaniu 91km znalazłem rzeczkę. I kran. Więc najpierw zamoczyłem się w wątpliwie czystej wodzie, a później oplukałem pod kranem. Pomimo, że od rana kilometry nie "wchodziły" na fajrant mam przejechane ponad 130 km. Wiatr ustał, gdy rozbiłem namiot. A cały dzien miałem pod wiatr :(. Plusem jest minimalna ilość przewyższeń. Nie chcę dalej pedałować, żeby nie przeciążyć kolana. Więc o 18 jestem już w namiocie. Ostatnie kilkanaście kilometrów jechałem drogą z płyt betonowych. Nadgarstki mam już obolałe. Przypomniałem sobie historię, gdy ćwierć wieku temu jechałem rowerem z poznania do Krakowa (na spotkanie z papieżem). Dystans wydał mi się wtedy niewielki (zrobiłem go na raz), z plecakiem na plecach... aerodynamicznie może lepiej, ale cierpiałem... za Wrocławiem wjechałem na ekspresówka, obecną a4. Była z płyt betonowych. Wtedy tak bolały nadgarstki, że byłem gotowy zrezygnować z dalszej jazdy...
Czwartek.
Dziwne. Telefon pokazuje 4 stopnie, a namiot jest zamarzniety. To była raczej... zimna noc.
Niespiesznie pozbierałem się i ruszyłem w strone Unii europejskiej. Jade w polarze, dlugich spodniach i zimowych rękawiczkach Na stacji benzynowej zatrzymalem sie i zrobilem pranie. Suszy się na rowerze. Tak mam codziennieKoszulka, gacie rowerowe z tyłu, z przodu skarpetki i rękawiczki. W koncu zrobiło się trochę cieplej, więc zdjąłem zimowe ciuchy. Walczę z wiatrem. Nie wiem, dlaczego uparł się wiać mi w oczy. Punkt 12 melduję się na granicyDostałem mały ochrzan od celnika. Powiedział, że nie mam zaliczone Serbii, skoro nie wypiłem rakiji. Bo to narodowy napój. Pooglądał pieczątki w paszporcie i puścił mnie dalej. Chłopcy na Węgrzech się bardziej przykładami do pracy, zaproponowali mi papierosy, i alkohol,:) spytałem o rakiję i... musiałem pokazać zawartość sakwy :). Ruszyłem dalej. Pod wiatr. Dziś wątpię, czy dam radę dociągnąć do 100 km. Przestać wiać ma w nocy. Dojechałem do jeziora. Jest zakaz pływania kraulem, więc szybciutko się umyłem. Ach, jak dobrze. To będzie dobra noc, bo za kilka kilometrów w lesie zamierzam się rozbićRuszam ścieżką rowerową, 10 kilometrów dalej rozbijam się w lesie.Piątek, piątunioooo Nad ranem zrobilo się chlodno. Chlodno, a nie zimno, jak poprzedniej nocy. Namiot jest w miarę suchy. Miejsce super, az się nie chce startować.Uwielbiam spac na dziko w lesie. Mógłbym być zawodowym leśnym menelem :) . Wyruszyłem w stronę Polski, znalazlem rzeczkę, w której zrobiłem pranie. Sam na razie nie jestem spocony, więc się nie zanurzam, co... bylo błędem: warto myc się na zapas.Zaczęło robić się gorąco. Jak tylko znalazlem fajne miejsce wskoczyłem do wody. Nie opisanej, niezbyt czystej. Sprawdziłem. Duna, a właściwie odnogaZadzwonił Tymek, szczęściarz, dziś nie ma lekcji. Chwilę pogadaliśmy i ruszyłem dalej. Po kolejnych 50 km mam jedno marzenie, umyć się. Zmyć z siebie brud zmieszany z potem. Znalazłem fajną kałużę, umyłbym się w niej, ale wzrok ludzi mówił wyraźnie, zę powstrzymają mnie siłą. Na uboczu nic nie było, więc marzenie umycia się przechodzi na jutro. Rozbiłem się przy drodze, na polu. Jechałem niespiesznie, a i tak przekulalem 130km. Jutro powinienem być na Słowacji...
Bohaterze😁
OdpowiedzUsuńCodziennie Ci z Darkiem kibicujemy. Brawo
OdpowiedzUsuńTrzymam mocno kciuki, żeby z każdym dniem było coraz mniej przeciwności 🤞 Mega szacun za wytrwałość!
OdpowiedzUsuń