21,22 06. Tatry

 Wyjazd w sobotę podhalaninem. Wyjscie przez zawrat, zejscie do piątki i przez świstowkę do moka. Rano msw i powrot.

Taki był plan, a wyszło inaczej. W piątek Łukasz jechał w Alpy. Powiedział, że zabierze moją paczkę do Munchen i zrobi to za darmo. Wiadomo, ze za darmo to dobra cena. Zaśmiał się, że w zamian ja mu coś przetransportuje w Polsce. Układ uczciwy. Choć intuicja krzyczała, że za darmo będzie mnie dużo kosztowało. Zawiozłem mu jednak paczkę. W piątek położyłem się do łóżka przed 22 i usnąłem. 20 min przed 1 w nocy, zadzwonił do mnie, że z przyczyn technicznych zawracają z granicy. Musiałem szybko się ubrać, wsiąść na skuter i pojechać pod biuro po sharana. Umówiłem się na odbiór w Głogowie. Każda minuta się liczyła, nawigacja wskazywała, że będę mieć godzinę opóżnienia. Nadrobiłem. Spóźniłem się akademicki kwadrans. Z Munchen zabrałem jednego pasażera, rozmowa z nim spowodowała, że miałem siłę dojechać do domu. Tu padłem na łóżko, prosząc ukochaną, żeby mnie siłą ściągnęła z wyrka o 21. Przyniosła mi kawę, i obudziła. Ruszyłem pakować się. Renia przygotowała nam pyszne jedzonko na drogę I odwiozła na pkp. Pociąg miał na dzień dobry godzinę opóżnienia, bo gdzieś w zachodniopomorskim pijak położył się na tory i nie chciał zejść. Zamiast wysłać dwóch pasażerów, żeby za szmaty ściągnąć pijaczka I ruszyć, cały skład czekał na przyjazd policji  wsiedliśmy do pociągu, okazało się, ze kupiłem miejsca w wagonach "bydlęcych", bezprzedziałowy. Udałem się do kierowniczki pociągu i uprosiłem o zmianę miejsc. Usiedliśmy w przedziale, zasnąłem. Gdzieś pod kutnem czekaliśmy 3 godziny na karetkę, (chyba ktoś popełnił samobójstwo). Do Zakopanego dojechaliśmy prawie z 5cio godzinnym opóźnieniem. Dostarczyłem przesyłkę i .

Ruszyliśmy busikiem do Palenicy, skąd wyruszyliśmy do Moka. Pechowo, i zupełnoe bez sensu sprawdziliśmy prognozę pogody. Deszczem niespokojne, gwałtowne burze. I rzeczywiście, troszeczkę popadało. Doszliśmy do wodogrzmotów, powietrze jest ciężkie.
Po dłużącym  się spacerze, który w przybliżeniu trwał milion lat, bez tlenu, zdobyliśmy Morskie oko.

Gdy odzyskaliśmy oddech weszliśmy do recepcji, gdzie dowiedzieliśmy się, że w naszym pokoju jest jedna osoba, którą okazała się lekarka z Poznania. Po zajęciu łóżek pod oknem, zeszliśmy na obiadokolację. Na recepcji dostaliśmy ostrzeżenie, ze absolutnie nie mamy iść na Rysy, bo od rana będą burze, a dziś już jedna osoba została ściągnięta przez piorun... zniesmaczony spojrzałem na prognozy pogody. Imgw prognozuje na msw i moku burze od 7. Norwedzy prognozują gwałtowne burze od 8. A gugiel podaje, że burze już trwają, i całą noc będą waliły pioruny. poszliśmy (ja) spać. Obudziłem się o 3.30. Poleżałem, drzemiąc do 5. Obudziłem Tymka i poszliśmy w stronę szpiglasa.

Pogoda jest niepewna,


odbijamy w stronę wrót Chałubińskiego, kilka metrów dalej odbijamy w stronę Mnicha. Mijamy go z prawej strony i idziemy w stronę galerii cupryńskiej, z założeniem, iż przy pierwszej kropli zawracamy. Doszliśmy tylko do przełęczy, 300 metrów za mnichem, gdy przestaliśmy cokolwiek widzieć. Po chwili zaczęło kropić. Poczekaliśmy kwadrans. I zaczęliśmy schodzić w stronę... Mnicha. Postanowiliśmy, że skoro nic ambitnego nam nie wyjdzie, to wejdziemy na Mnicha.
Jest to 3cie wejście Tymka na Mnicha.
Chwilę nie było nic widać, a za moment pojawiał się widok. Za to zupełnie nie padało. Prognozy pogody są do bani.
Wdrapaliśmy się na szczyt.

Nie wiem, który raz ja wszedłem na Mnicha. Czasami proponujecie mi, żebym Was zabrał, a najlepiej wszystko zorganizował i jeszcze zapłacił. Osobiście, dla mnie Mnich nie jest wyzwaniem. Ale przejazd autem z Poznania, i nocleg, to koszt 2tys zł... 

Mamy krótką linę, więc zjeżdżamy na raty.



Dochodzimy do rozejścia szlaków na wrota, szpiglasa, i do moka. I choć jest po 12, to grzmiało tylko w oddali. A nam pogoda dopisała. Gdybym nie słuchał ostrzeżeń, bylibyśmy już po zdobyciu MSW. Pomyślałem i dla ostudzenia moich żali, lunął deszcz.

Założyliśmy kondomy przeciwdeszczowe, nie zdążyłem założyć ochraniaczy na buty, więc woda wylewała się do butów od góry. Po zejściu do Moka, weszliśmy na 2 piętro i podłączyliśmy suszarki do obuwia, a skarpetki suszyliśmy na kaloryferze. Zeszliśmy na dół, zjeść szarlotkę. Tymek miał uśmiechnąć się do zdjęcia. Ale okazał swoje niezadowolenie z przerywania posiłku
Po zjedzeniu, wróciliśmy na górę. Posiedzieliśmy pół godziny, założyłem stuptuty, kondoma i ruszyliśmy na dół. Wsiedliśmy do busa, dojechaliśmy do zakopca i ruszyliśmy na termy. O 19.55 ruszyliśmy pociągiem w stronę Poznania. Oby tym razem bez przygód.
W czwartek jadę znowu do zakopca, a póżniej w nocy 14 lipca. 

Komentarze

  1. Warunki w górach w tym roku nie rozpieszczają, jednak w tym jest ich piękno! Pozdro Adi

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

14, 15, 16 maja. Murowaniec, Kościelec, Świnica, Kasprowy

Z ziemi Greckiej, do Polskiej. Rowerem, w pojedynkę.Środa 15.04, godzina 13

14.08 szwajcaria. Dufourspitze