Dziś opowieść o dniu z życia kuriera. Nie będzie gór, choć planowałem szybki trekking na wzgórza blisko Frankfurtu...
Wczoraj był Sylwester 2025. Wylądowaliśmy w wannie o 20, a o 22 spałem, aż do godziny 5:52. Nic nie zwiastowało dziwnych przygód. Pomimo, że jest Nowy Rok, wsiadłem w różową strzałę i pomknąłem na stację benzynową w Słubicach, zatankować do pełna. Kupiłem też płyn do spryskiwaczy. Sprawdziłem płyny eksploatacyjne, skorzystałem z toalety i ruszyłem na Zachód. W planach mam dotrzeć z przesyłkami do Wiesbaden

Zatankowałem 74 i pół litra, więc na zachód jadę biedniejszy o 430 zł. Na szczęście płaci to spółka :) Pogoda jest dużo lepsza niż wczoraj. Nie ma śniegu, temperatura jest powyżej zera. Jest godzina 8:15. Mam spory zapas czasu na nieprzewidziane przygody. A to jest błąd. Przecież wiadomo, że los zapełni mi czas. Nadzieję mam, iż wrócę do domu na 22...Kawałek za Berlinem samochodem wstrząsa hałas. Włączył się alarm braku oleju. Zjechałem na MOP. Malutki. Spojrzałem na ślady, już wiem, że jest źle. Na mokrej nawierzchni jest tęcza od oleju. Patrzę na bok samochodu, cały zakonserwowany olejem (może ruda nie zje go). Dzwonię do PZU. Jest koło 10. Dowiaduję się, że zorganizują mi auto zastępcze i koło 13 (sic!) ruszą do mnie z Poznania. A ja do 18 muszę być w Wiesbaden. Nie ma opcji, żebym się wyrobił. Kombinuję inną opcję. Kontaktuję się z ADAC, z prośbą o pomoc i płatne wynajęcie auta ( nie przysługuje mi darmowe). Dowiaduję się, że jest Nowy Rok, wszyscy na kacu, i potrwa to z 3 godziny zanim dojadą. Nie mam czasu. Postanawiam wydostać się z parkingu na "stopa". Ale na bezczelnego, zaczepiając kierowców. Przygotowałem sobie tekst: Hallo, mein Auto ist kaputt. Fährst du nach Leipzig oder Frankfurt und könntest du mich abholen?. Podjechał bus, na niemieckich blachach. Podchodzę z nadzieją. Ale, nim się odezwałem, wysiadło stado... Arabów. I mocno wydaje mi się, że było ich więcej niż miejsc w dowodzie rejestracyjnym...Po 10 minutach podjechał kolejny samochód. Tym razem kierowca jest sam. podchodzę, pytam, i rozczarowanie. Zaraz zawraca, nawet do Berlina nie dojeżdża. Czekam. Podjezdza auto na pilskich blachach. Pukam do okna, dziewczyna podskakuje wystraszona. Przepraszam ją. Co jest u mnie nie spotykane, mówię do niej per "pani". Przekraczam jej granice, które sama sobie narzuciła. Miała postanowienie nigdy nikogo nie brać do samocodu. Udało mi się ją przekonać, by podwiozła mnie na zjazd z autostrady w okolicy Erfurtu (dalej skręcała na 71). Gdy wysiadłem, spojrzałem na mapę. Nie jest dobrze, do stacji mam 10 km. Idę na przystanek 800 metrów dalej. Paczki mi ciążą. Mam ze sobą laptopa. też waży. Na przystanku rozczarowanie. Nie ma autobusu. Wyciągam rękę i z ufnością zaczynam machać. 3ci samochód zatrzymuje się. Chyba góral z Garmisch, bo rejestracja GAR. Mogę się mylić. Mówię mu, że jadę na dworzec, że samochód mi się zepsuł, że gdziekolwiek w stronę Erfurtu. Nawet nie wiedziałem, że tyle potrafię wypowiedzieć po niemiecku. Podrzuca mnie w stronę bimby (dla jasności- bimba to tramwaj). Wchodzę do 3. Na drzwiach napisane, wstęp tylko z biletami. Podchodzę do automatu, zepsuty. Wchodzę więc bez bilutu, próbuję kupić przez stronę. Instaluję apkę. Jest. Mam bilet, jadę legalnie. Wchodzę do DB navigator, kupuję bilety na lotnisko we Frankfurcie, z przesiadką w centrum. Kupuję też bilet na samolot z Frankfurtu do Poznania, z ladowaniem w Warszawie. Dzwonię do Reni, dzwonię do Wojtka, piszę SMS do kierowcy z którym mam się spotkać:Hallo. Mein Auto ist auf der Autobahn bei Berlin liegen geblieben. Ich fahre mit dem Zug. Ich komme um 17:20 Uhr am Frankfurter Flughafenbahnhof an. Könnten Sie mein Paket dort abholen?. Odpisuje po godzinie: ja. Kamień z serca, nie wydam nic na taksówkę. Niemieckie EIC nie mają prądu. Nawet w toalecie nie można naładować telefonu. Tego sie nie spodziewałem. W pewnej chwili, upada na mnie Niemka. Blondynka, szkoda, że nie nastąpiło to 50 lat (jej) wcześniej. Teraz nie będę się chwalil, że niemieckie blondynki sie na mnie rzucają. Pozostał tylko siniak...Dojezdzam do Frankfurtu Głównego

przesiadam się w pociąg na Essen. Piszę do kierowcy, żeby podał miejsce spotkania. Odpisał mi pytaniem, na który peron wjadę. Odpisałem mu, opisałem jak wyglądam, wysłałem zdjęcie niebieskiego polara. Spotkaliśmy się. Wziął przesyłkę. Spytał, czy może wpisać frankfurt, powiedziałem, że tak. Dostałem od niego pyszne wypieki. Na koniec spytałem, jak dojść na lotnisko, spytałl, który terminal, odpowiedziałem, że nie wiem. Wytłumaczył mi gdzie iść, podaliśmy sobie ręce i ruszyłem w stronę samolotu. Szczęśliwym że przesyłka została dostarczona o 17:25. Honor uratowany. Przesyłka musi być na czas. Misja zakończona sukcesem/. Podchodzę do kontroli bezpieczeństwa, bagaż (laptop, polar, kurtka i dwa telefony) trafiają na kontrolę. Okazuje się, że wszystko jest ok. Dochodzę do bramki b1, podłączam telefon do ładowania, wyciągam laptopa i zaczynam pisać. Ku pokrzepieniu serc. Nigdy się nie poddawajcie w dążeniu do celu. Bo w sumie, im więcej przeszkód, tym większe szczęście z dotarcia do celu. Na Nowy Rok, życzę Wam wszystkim wytrwałości w dążeniu do celu. Zdobywania wielu szczytów. Nie spełnienia wszystkich marzeń, byście zawsze mieli o czym marzyć. I miłości. Prawdziwej, wspierającej i uskrzydlającej. Ja taką znalazłem. Kocham Was :)
Jesteś moim ulubionym cudakiem
OdpowiedzUsuńPrzygody iście w Twoim stylu i rzeczywistość nie lubi niewykorzystanego czasu...a poza tym życzę Tobie wszyatkiego Tego co pozwoli Ci wspinać się ma kolejne szczyty z tymi których kochasz lub chociaż lubisz i których szanujesz
OdpowiedzUsuńA i jeszcze jedno życzę Ci za naazym wilkowickim 'mędrcem' "Wszystkiego najlepszego w tym nowym roku oby wam się dobrze działo w dzień wisiało w nocy stało"
OdpowiedzUsuń