Śnieżka, sobota, 21.02
Ja na spacer. Część na narty. Korekta, sobota.
Wyjazd z Karlińskiej 5.00. Jedziemy do Janskie Jaznie
Wyjechaliśmy punktualnie. Droga zajęła nam równo 3 godziny. Wysadziłem Tymka i Łucję pod wyciągiem i poczekałem na informację, czy dadzą radę sami wypożyczyć deski. Tymek dał mi zielone światło, więc ruszyłem w dół, w stronę Pec pod Sneskou. Po przejechaniu 4 kilometrów dzwoni syn:
Tate, wróć proszę po buty i wiązania. Zawróciłem. Wpakował wszystko do auta i ruszył na stok. A ja pojechałem w stronę parkingu. Pada śnieg, droga robi się biała. Dojechałem, odstawiłem auto i ruszyłem w nieznane
Różowy passat daje radę. Pomimo wieku.Przeszedłem 200 metrów rozmawiając z narzeczoną. A jak wiadomo, nie umiem robić dwóch rzeczy na raz:- zostawiłem w aucie napój. Zawróciłem po niego. Przed oczami pojawił mi się obraz sprzed 3 dni. Ja z telefonem przy uchu na peronie Szczecin Dąbie i ruszający pociąg z moimi tablicami rejestracyjnym. Odłożyłem je na chwilę i tak pozostały... 2 godziny goniłem je po Szczecinie... Telefon rozprasza...
Po przejściu 200metrow w górè, mam już w nogach 600 metrów. Warunki są takie sobie. Jest ciepło, poruszy śnieg. Zakładam kurtkę, by nie przemęczyć polara firmowego. Dobrze, że firma Blyskawica Kurier zainwestowała w porządne polary:).
Pierwszy raz idę tym szlakiem. Robi się coraz przyjemniej, chłodniej. Wiadomo, gdy człowiek się spociłem jest żle. Dochodzę do Lucni boudy. Tu zatrzymuję się na smażony syr z hranolkami.Zaczynam pisać parę zdań na blogu. Czekam w nieskończoność na posiłek. Gdy już umieram z głodu, dostaję jedzenie. Od czasu złożenia zamówienia minęło 5 minut. W tym czasie przemyślałem swoje zamówienie i wychwycić błąd, który zdradził, iż jestem Polakiem. Zamiast a powiedziałem i. Następnym razem się poprawięPo zjedzeniu usiadłem w fotelu i skończyłem pisać. Zaraz wyjdę zdobyć najwyższy szczyt republiki czeskiej. Jeszcze wczoraj wieczorem miałem nadzieję, że moǰ doktorek da mi zgodę, bym pośmigać na nartach. Niestety, odpisał mi, że jest zbyt duże ryzyko uszkodzenia kolana. Więc idę w samotności z moimi myślami. Szlak jest przyjemny. Wieje wiatr, zacina śnieg, widać tylko biel. Mordka marznie, drogi nie widać, wystarczy stanąć, i kości momentalnie marzną. Jest moc i siła. Idę I w myślach dziękuję Bogu i wszystkim znajomym, że mam takie cudowne życie. W takich momentach czuję, że życie ma sens. Dziękuję, że mam fajną pracę, dziękuję za cudowną partnerkę, dziękuję za to,że mogę się wspinać, dziękuję, że mogę chodzić po górach, dziękuję za wolność, dziękuję za przygody, dziękuję za wszystko!!! Mam w dupie, czy ktoś mnie lubi, czy nie lubi. Dziękuję że mogę tu być i przeżyć kolejną zajebistą przygodę A to, że Ciebie tu nie ma i nie współuczestniczysz w tej przygodzie, to tylko Twój wybór. Idąc w stronę Śnieżki w myślach zrobiłem całą litanię dziękczynienia. Spacer tu, to dla mnie terapia i odpoczynek, a gdy widzę takie widoki:To serce mi rośnie, a dusza śpiewa. Usta też by śpiewały, gdyby wiatr ich nie mrozie. Ale też, gdyby nie wiał, nie miałbym takiej ilości adrenaliny i radości. O godzinie 14.07 stanąłem na szczycie. Schodząc opracowałem nowy plan. 120kg adiczka na śnieżkę. W przyszłą niedzielę. Biorę że sobą 30kilogramową kamizelkę. I zamierzam wejść w niej na szczyt. No i zejść. Jeśli chcesz dołączyć to dopisz się do wpisu







Może spotkamy się na miejscu i razem pospacerujemy?
OdpowiedzUsuńBardzo dobry pomysł
UsuńJa i łucja
OdpowiedzUsuń