Dżabal Umm ad Dami

 Najwyzszy szczyt Jordanii.

1.Brydzia

2. Justyna

3. Renia

4. Ja.

Wylot 12.01 na tydzien

Wylecieliśmy w poniedziałek, zgodnie z planem. Dotarliśmy na lotnisko w Ammanie, wydrukowaliśmy wizy (mieliśmy wykupione Jordan Pass) i wyruszyliśmy na poszukiwania samochodu. Nasza wypożyczalnia, pomimo, że na discovercars jest informacka, iż mieści się w terminalu lotniska, znajduje się daleko. Musimy zadzwonic, by nas odebrali z lotniska. Przyjechali po nas autem osobowym. Nazwa wypożyczalni też była inna, niż mieliśmy w rezerwacji. Zwyczajowo, nie mam wykupionego dodatkowego ubezpieczenia. Dowiedziałem się, że jeśli dostanęandat, doliczą mi 200 jod (ponad tysiąc złotych). Następnym razem biorę auto w sixt... dostaliśmy malutki samochodzik. Dobrze, że nie zamierzamy dużo jeżdzić. Ruszamy. Jest bardzo duży wiatr. W niektórych miejscach piasek ogranicza widoczność do kilku metrów. Poerwsze trzy noclegi mamy w Al Dimnah w okolicy Al Karrak. Podobno mamy pokój z widokiem na Morze Martwe. Tego nie wiemy, bo przez cały nasz pobyt widoczność była bardzo ograniczona. Domek który mieliśmy był bardzo wilgotny. Nieprzystosowany do ciężkich warunków, w jakich się znaleźliśmy. Wilgotny wiatr wychłodził wszystko. Klimatyzatory nie dawały rady w utrzymaniu ciepła. Po pierwszej nocy, zjedliśmy śniadanie i wróciliśmy do łóżek. Pogoda zniechęciła nas do zwiedzania. Ruszyliśmy się dopoero na kolację, do knajpki parę kilometrów dalej. Zjedliśmy to;

Po kolacji wróciliśmy do zimnego i wilgotnego domu. Rano ruszyliśmy zwiedzac zamek Al Karak. Szybko zmieniliśmy jednak plany, gdyż zamek ukryty był we mgle. Ruszyliśmy nad Morze Martwe. Zjechaliśmy 400metrów poniżej poziomu morza. W Polsce, najniższa depresja znajduje się w Marzęcinie. I ma 2,07m pod poziomem morza. Tymczasem jezioro (Morze Martwe) znajduje się aż 430 metrów pod poziomem morza (ale nie wiem którego??). To białe na brzegu, to nie lód, a sól.
Wskoczyliśmy do wody. Jest potwornie słona. Zamoczyłem palec i polizałem. I nie bÿł to dobry pomysł. W wodzie unosiliśmy się jak korki od butelek. Nie da się pływać.

Byliśmy na dzikiej plaży sami. Wydawało się to fajnym pomysłem. Wydawalo, bo stężenie soli i minerałów jest tak duże, że bez prysznica skóre zaczęła mnoe swędzić. Czym prędzej wróciliśmy do domu, żeby sie umyć. I spłukać z siebie sól. Jadąc szukałem wody. Strumienia, jeziora, czegokolwiek. Nic nie znalazłem
 Gdy wyszedłem spod prysznica, zobaczyłem, jak narzeczona zdradza mnoe z rudym. Mawet na chwilę noe można jej zostawić bez opieki...

Gdy wszyscy się umyli, pojechaliśmy zobaczyć zamek, 


Wróciliśmy do domu, poprosiliśmy gospodynię, by śniadanie było o godzinie 7. Rano pakujemy się i jedziemy do Petry.
Zdjęć nie będę komentował...









Choc miałem nie komentować zdjęć z Petry, zwroćcie uwagę na minę Renii. Osiołek noe chce się z nią zaprzyjaźnić.








Po zwiedzeniu Petry udaliśmy się do Agaby. Rano poszedłem na samotny spacer. Wróciłem dopiero na śniadanie.
W Agaboe jest morze Czerwone. I właściwie... tylko tyle. Popływaliśmy w morzu, po czym zaczęliśmy szukać atrakcji.
Agaba atrakcji ma. Po kilku godzinach ruszyliśmy na pustynię Wadi Rum. Zatrzymaliśmy się na parkingu i wsiedliśmy na pakę auta terenowego. 

Zajechaliśmy na nasz kemping na pustyni. Namiot jest postawiony na betonowym podeście. W środku jest klimatyzacja, prysznic, elektryczność. Zupełnie nie moǰ klimat 'namiotu'.

Rano zdobywam najbliższy szczyt. Z niego robię zdjęcie naszego namiotu
Po śniadaniu ruszamy zdobyć najwyższy szczyt jordanii.  Takie mamy widoki
Parkujemy pod szczytem i ruszamy. Idzie z nami nasz kierowca(i właściciel) kampingu. Wbrew opiniom w necie, wejście jest oczywiste. Nie trzeba mieć doktoratu z nawigacji, by trafić na szczyt.





Czas wejścia na szczyt to około 90 min. Spokojnym tempem, z podziwianiem widoków.

Po zejściu wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy zjeść posiłek na pustyni.

Gdy ruszyliśmy spotkaliśmy stado wielbłądów.



Po powrocie na kemping, umyliśmy się i wróciliśmy na parking, skąd ruszyliśmy do Ammanu. Rano mieliśmy w planach rzekę Jordan. Niestety miejsce chrztu Chrystusa było niedostępne. Zawróciliśmy na górę Nebo, by ujrzeć ziemię obiecaną. To również noe było nam dane, gdyż niebo było zamglone.
Później udaliśmy się do Madaby. W muzeum otrzymaliśmy nasze imiona zapisane po arabsku.
Po powrocie do Ammanu zaliczyliśmy drzemkę. Woeczorem pojechaliśmy oddać samochód, by ostatniego dnia, bez przeszkód zwiedzać  Amman.
Zdjęcie poniżej przedstawia Brydzię,  siedzącą na widowni teatru rzymskiego mieszczącego 6 tys widzów.

Po zwiedzeniu teatru poszkiśmy na Cytadelę



Na koniec wycoeczki weszliśmy do meczetu. Dziewczyny musiały się ubrać...




Najwyzszy szczyt okazał się prosty. Mam nadzieję, że niebawem wybiorę się w góry...







Komentarze

Popularne posty z tego bloga

14, 15, 16 maja. Murowaniec, Kościelec, Świnica, Kasprowy

14.08 szwajcaria. Dufourspitze

urodziny (45 i 40) MULHACEN 14-20 listopada