Pierwszy raz w tym roku Śnieżka 05.01.2022
Za kilka minut ruszam. By wejść na szczyt mojej ukochanej Śnieżki. Może nie wrócę :). Może zostanę w góreczkach.
Samochód mam w naprawie. Banalna rzecz- skończyły się klocki hamulcowe. Nie naprawili tego od ręki. Drugie auto pożyczyłem na 3 dni koledze- miesiąc temu.
Tymczasem koło 11 zadzwonił klient. Przesyłka do Strzegomia. A to tuż koło Śnieżki. Nie zastanawiałem się długo. W sumie od razu powiedziałem do Suma: jadę. Wyszedłem z biura, wziąłem audii i pojechałem do domu spakować się. Popełniłem strategiczny błąd. Nie spakowałem bielizny na zmianę. Ale miałem tylko dostarczyć przesyłkę, wejść, zejść i wrócić. Oczywiście szybko usłyszałem chichot losu. zaśmiał mi się prosto w nos. A objawiło się niewinnie. Gdy byłem w Plewiskach zadzwonił SUM:
- szef, musze wyjść
- co się stało?
- nie mam kogo puścić do suchego, załatwię to szybko i wrócę
- poczekaj aż dojadę do klienta po paczkę
Odebrałem przesyłkę. Dzwonię do Suma:
- ok stary. Odpalam laptopa.
- ok, poczekam na lisa i jadę
- dobra, zobaczę co się dzieje w kursach
Szybko przeprojektowałem zlecenia. Mam po prostu inną wizję niż sum. Niekoniecznie lepszą, po prostu inną. Z laptopem na siedzeniu, gdzie powinna siedzieć pięknowłosa blondynka, z telefonem przy uchu ruszyłem w stronę Leszna, zatrzymując się na każdym mopie, by poprzydzielać zlecenia. A tych było naprawdę sporo. na koniec zadzwonił sum, że padło scudo. Nie wiedziałem, czy mam się śmiać, czy płakać:
- da radę wrócić do biura i wezmę inne auto
- ok, a jakie?
- wezmę wężowe, bo zostawił, gdyż brał busa.
-ok
Do biura sum wrócił koło 16. Większość pożarów została ugaszona. Jeszcze zanim wyłączyłem laptopa usłyszałem:
- jpl. Czy wąż szmugluje tu uchodzców? tu śmierdzi tak, że się nie da oddychać, parszywy palacz
- i właśnie dlatego nie może jeździć innymi samochodami.
Dostarczyłem przesyłkę. Jestem zmęczony tym dniem. Przyszło mi na myśl, by wrócić. i pewnie bym to zrobił, gdyby nie fakt, że napisałem tu, że jadę. No to pojechałem. Przestało padać. Zbliżam się do Karpacza, ale morda mi się strasznie drze. Ciągle ziewam. Dochodzę do wniosku, że nie dam rady wejść na szczyt, choć pogoda zrobiła się niezła. Świeci księżyc.
Szukam na bookingu noclegu. Znalazłem w kruczych skałach. Spałem już tu w 2018 roku. ostatniego października 2018 roku. Wtedy nocleg zabukowała mi Justyna. Pojechałem skuterem, przetestować nową odzież. Wtedy byłem młodszy, więc po zameldowaniu się... poszedłem na śnieżkę. Nie dałem rady wysiedzieć. To było niesamowite przeżycie. Wchodziłem przez łomniczkę. Miałem czołówkę włączoną. W lesie widziałem setki oczu. Dodałem sobie otuchy myśląc, że to duchy zmarłych, którzy polegli w górach, a którzy to b ędą mnie pilnować. Była taka mgła, że zakręciłem się na ścieżce... Ale w końcu o północy zdobyłem szczyt. Następnego dnia wracałem w deszczu. Ale to było, gdy świat był młodszy. I ja też.
Dzisiaj jestem i starszy i bardziej wykończony. Więc idę grzecznie spać... Choć łóżko zachęcało do aktywności, to byłem sam :(
Nawet nie ma przerwy- jest jeden duży materac:)
Poszedłem spać. Rano zerwałem się na śniadanie. Wchodzę na stołówkę i:
-Dzień dobry, co tutaj tak pusto- pytam
- Dzień dobry, wszyscy jeszcze śpią
- No jak to? O 7:30? A ja wczoraj narzekałem, że śniadanie powinno być o 6tej rano
Zjadłem i poszedłem do pokoju zabrać wszystkie swoje rzeczy- dużo ich nie było.
Poszedłem oddać klucze na recepcję:
- płacił pan?
- nie wiem, nie sprawdzałem. Zazwyczaj przez booking płacę od razu
- ale my tak nie działamy, zaraz sprawdzę
-to ja też sprawdzę na koncie
Gdybym nie wiedział, gdzie idę, po szlakowskazach z pewnością bym na Śnieżkę nie trafił. Pogoda dopisuje. Jest delikatny wiatr, nie ma ludzi. Idę praktycznie sam. minąłem gdzieś pojedyncze osoby, jakieś parki. Ale pełna kulturaJeżeli dopiero tutaj jest park, to co było wcześniej? Po prostu las?
Czuję, że żyję. Idę w polarze. Zastanawiam się, czy będę musiał zakładać kurtkę. Przy Jelence nie widać żywego ducha. Tylko otwarte drzwi zapraszają do wejścia do środka. Ale nie wchodzę. Nie mam potrzeby. Idę dalej, by zdobyć ukochaną.
Na grani zaczyna wiać. Niby nie mocno, ale przenikająco. Czuję chłód, więc zakładam kurtkę.
W końcu zbliżyłem się do Śnieżki. Niebo zrobiło się błękitne, słońce zaczęło prażyć. Powiedziałem:
- łaaałłłł
I zanim wyciągnąłem telefon (wyjątkowo nie mam go na smyczy, bo smycze zostawiłem w tyranie w Poznaniu) zrobiło się tak:
Jeszcze nie wiem, jaki szok czeka mnie kilka kroków dalej. Wejście było piękne. Towarzystwo- zarąbiste. Byłem ja i moje myśli. Mogłem sobie w spokoju wszystko poukładać. Na szczycie tłumy ludziDalej było tylko gorzej. Przy zejściu tworzyły się zatory. Trzeba było odczekiwać i przepuszczać. Muszę pamiętać by więcej nie przyjeżdzać tu w długie weekendy.
Widząc tłumy przy Domu Śląskim zrezygnowałem ze stania w kolejce do... wejścia
Schodzę. Mijam kilku "suchych morsów". Widzę, że wszyscy mają plecaki. Społeczeństwo trochę zmądrzało. Mają ciuchy na przebranie.
Gdy dotarłem na parkingi- zgroza. Auta wszędzie. Kilometrowe korki. Cieszę się, że auto mam 2500 metrów dalej. Ominę przynajmniej zatory.
Ruszam w drogę powrotną. Gdybym jechał do Karpacza, chyba by mnie trafił szlak (szlag dla niewtajemniczonych). Sznur samochodów ciągnął się aż za rondo w Miłkowie. Ale to nie jedyny zator. W Jeleniej też kilku kilometrowy korek. Kawałek dalej, kolejny.
Jadę do Poznania, bo jutro wybieram się do Kołobrzegu. Ale najpierw muszę Tymka odwieźć na autobus w Tatry... Jedzie na białą szkołe. Tydzień opieprzania się :) aż mu zazdroszczę...
Samochód mam w naprawie. Banalna rzecz- skończyły się klocki hamulcowe. Nie naprawili tego od ręki. Drugie auto pożyczyłem na 3 dni koledze- miesiąc temu.
Tymczasem koło 11 zadzwonił klient. Przesyłka do Strzegomia. A to tuż koło Śnieżki. Nie zastanawiałem się długo. W sumie od razu powiedziałem do Suma: jadę. Wyszedłem z biura, wziąłem audii i pojechałem do domu spakować się. Popełniłem strategiczny błąd. Nie spakowałem bielizny na zmianę. Ale miałem tylko dostarczyć przesyłkę, wejść, zejść i wrócić. Oczywiście szybko usłyszałem chichot losu. zaśmiał mi się prosto w nos. A objawiło się niewinnie. Gdy byłem w Plewiskach zadzwonił SUM:
- szef, musze wyjść
- co się stało?
- nie mam kogo puścić do suchego, załatwię to szybko i wrócę
- poczekaj aż dojadę do klienta po paczkę
Odebrałem przesyłkę. Dzwonię do Suma:
- ok stary. Odpalam laptopa.
- ok, poczekam na lisa i jadę
- dobra, zobaczę co się dzieje w kursach
Szybko przeprojektowałem zlecenia. Mam po prostu inną wizję niż sum. Niekoniecznie lepszą, po prostu inną. Z laptopem na siedzeniu, gdzie powinna siedzieć pięknowłosa blondynka, z telefonem przy uchu ruszyłem w stronę Leszna, zatrzymując się na każdym mopie, by poprzydzielać zlecenia. A tych było naprawdę sporo. na koniec zadzwonił sum, że padło scudo. Nie wiedziałem, czy mam się śmiać, czy płakać:
- da radę wrócić do biura i wezmę inne auto
- ok, a jakie?
- wezmę wężowe, bo zostawił, gdyż brał busa.
-ok
Do biura sum wrócił koło 16. Większość pożarów została ugaszona. Jeszcze zanim wyłączyłem laptopa usłyszałem:
- jpl. Czy wąż szmugluje tu uchodzców? tu śmierdzi tak, że się nie da oddychać, parszywy palacz
- i właśnie dlatego nie może jeździć innymi samochodami.
Dostarczyłem przesyłkę. Jestem zmęczony tym dniem. Przyszło mi na myśl, by wrócić. i pewnie bym to zrobił, gdyby nie fakt, że napisałem tu, że jadę. No to pojechałem. Przestało padać. Zbliżam się do Karpacza, ale morda mi się strasznie drze. Ciągle ziewam. Dochodzę do wniosku, że nie dam rady wejść na szczyt, choć pogoda zrobiła się niezła. Świeci księżyc.
Szukam na bookingu noclegu. Znalazłem w kruczych skałach. Spałem już tu w 2018 roku. ostatniego października 2018 roku. Wtedy nocleg zabukowała mi Justyna. Pojechałem skuterem, przetestować nową odzież. Wtedy byłem młodszy, więc po zameldowaniu się... poszedłem na śnieżkę. Nie dałem rady wysiedzieć. To było niesamowite przeżycie. Wchodziłem przez łomniczkę. Miałem czołówkę włączoną. W lesie widziałem setki oczu. Dodałem sobie otuchy myśląc, że to duchy zmarłych, którzy polegli w górach, a którzy to b ędą mnie pilnować. Była taka mgła, że zakręciłem się na ścieżce... Ale w końcu o północy zdobyłem szczyt. Następnego dnia wracałem w deszczu. Ale to było, gdy świat był młodszy. I ja też.
Dzisiaj jestem i starszy i bardziej wykończony. Więc idę grzecznie spać... Choć łóżko zachęcało do aktywności, to byłem sam :(
Nawet nie ma przerwy- jest jeden duży materac:)
Poszedłem spać. Rano zerwałem się na śniadanie. Wchodzę na stołówkę i:
-Dzień dobry, co tutaj tak pusto- pytam
- Dzień dobry, wszyscy jeszcze śpią
- No jak to? O 7:30? A ja wczoraj narzekałem, że śniadanie powinno być o 6tej rano
Zjadłem i poszedłem do pokoju zabrać wszystkie swoje rzeczy- dużo ich nie było.
Poszedłem oddać klucze na recepcję:
- płacił pan?
- nie wiem, nie sprawdzałem. Zazwyczaj przez booking płacę od razu
- ale my tak nie działamy, zaraz sprawdzę
-to ja też sprawdzę na koncie
Do recepcji podeszła ładna dziewczyna. Powiedziała
- dzień dobry
I w tym momencie, jak za dotkni ęciem czarodziejskiej różdżki mój telefon zaczął się nadzierać: dzewoni żoneczka, dzwoni żoneczka, dzwoni żoneczka. Ech, nawet poflirtować nie można :):):)
Spytałem, czy mogę pojazd zostawić na parę godzin, gdy pójdę na spacer. Kosztowało mnie to dodatkowe 5zł. Zostawiłem laptopa i drugi telefon w aucie i ruszyłem
Poszedłem szlakiem obok Kruczych skał, na przełęcz Sowią.
- dzień dobry
I w tym momencie, jak za dotkni ęciem czarodziejskiej różdżki mój telefon zaczął się nadzierać: dzewoni żoneczka, dzwoni żoneczka, dzwoni żoneczka. Ech, nawet poflirtować nie można :):):)
Spytałem, czy mogę pojazd zostawić na parę godzin, gdy pójdę na spacer. Kosztowało mnie to dodatkowe 5zł. Zostawiłem laptopa i drugi telefon w aucie i ruszyłem
Poszedłem szlakiem obok Kruczych skał, na przełęcz Sowią.
Z pewnością znacie to uczucie gdy zbaczacie na złą drogę? Wiecie, że powinniście ją zmienić, ale dalej brniecie złą. I pomimo, iż wiecie, że czekają Was konsekwencje tego, dalej idziecie? Też tak miałem. Ale twardo brnąłem z ą drogą. Może to nawet za dużo powiedziane, bo szedłem przez las, w górę rzeki. A mój szlak był po drugiej stronie. Wiem jakie będę miał konsekwencje wyboru złej drogi. Będę musiał zdjąć spodnie, skarpetki i buty i przejść na drugą stronę potoku. Ale licho cały czas szeptało mi do ucha: idz dalej. Za swą głupią upartość zostałem nagrodzony. Znalazłem przejście przez rzeczkę bez zdejmowania butów.
Oczywiście było ryzyko, że się potknę, ale kto nie ryzykuje ten... ma nudne życie
Idę tym szlakiem chyba drugi raz w życiu. Za pierwszym razem maszerowałem z Krzysiem. Krzysiu miał w plecaku kamienie, które włożył mu Tymek. Zorientował się dopiero na Sowiej. Wzrok miał taki, że gdyby mój syn był wtedy na miejscu to zapewne za uszy zostałby powieszony na gałęzi. Wzrok którego nie zapominam, choć minęło pewnie 7 lat...Oczywiście było ryzyko, że się potknę, ale kto nie ryzykuje ten... ma nudne życie
Gdybym nie wiedział, gdzie idę, po szlakowskazach z pewnością bym na Śnieżkę nie trafił. Pogoda dopisuje. Jest delikatny wiatr, nie ma ludzi. Idę praktycznie sam. minąłem gdzieś pojedyncze osoby, jakieś parki. Ale pełna kulturaJeżeli dopiero tutaj jest park, to co było wcześniej? Po prostu las?
Doszedłem w końcu do największej atrakcji całej trasy! Most położony "wysoko" nad ziemią. Serce mocniej bije- czy starczy mi odwagi? Tak. Pokonałem go:)
Doszedłem w końcu do przełeczy. Tutaj widać już ludzi. 4 osoby. Idziemy w stronę Jelenki "grupą"Czuję, że żyję. Idę w polarze. Zastanawiam się, czy będę musiał zakładać kurtkę. Przy Jelence nie widać żywego ducha. Tylko otwarte drzwi zapraszają do wejścia do środka. Ale nie wchodzę. Nie mam potrzeby. Idę dalej, by zdobyć ukochaną.
Na grani zaczyna wiać. Niby nie mocno, ale przenikająco. Czuję chłód, więc zakładam kurtkę.
W końcu zbliżyłem się do Śnieżki. Niebo zrobiło się błękitne, słońce zaczęło prażyć. Powiedziałem:
- łaaałłłł
I zanim wyciągnąłem telefon (wyjątkowo nie mam go na smyczy, bo smycze zostawiłem w tyranie w Poznaniu) zrobiło się tak:
Jeszcze nie wiem, jaki szok czeka mnie kilka kroków dalej. Wejście było piękne. Towarzystwo- zarąbiste. Byłem ja i moje myśli. Mogłem sobie w spokoju wszystko poukładać. Na szczycie tłumy ludziDalej było tylko gorzej. Przy zejściu tworzyły się zatory. Trzeba było odczekiwać i przepuszczać. Muszę pamiętać by więcej nie przyjeżdzać tu w długie weekendy.
Widząc tłumy przy Domu Śląskim zrezygnowałem ze stania w kolejce do... wejścia
Schodzę. Mijam kilku "suchych morsów". Widzę, że wszyscy mają plecaki. Społeczeństwo trochę zmądrzało. Mają ciuchy na przebranie.
Ruszam w drogę powrotną. Gdybym jechał do Karpacza, chyba by mnie trafił szlak (szlag dla niewtajemniczonych). Sznur samochodów ciągnął się aż za rondo w Miłkowie. Ale to nie jedyny zator. W Jeleniej też kilku kilometrowy korek. Kawałek dalej, kolejny.
Jadę do Poznania, bo jutro wybieram się do Kołobrzegu. Ale najpierw muszę Tymka odwieźć na autobus w Tatry... Jedzie na białą szkołe. Tydzień opieprzania się :) aż mu zazdroszczę...
Podsumowanie kosztów:
Cena za kurs- koszty przejazdu i noclegów= do domu przywiozłem jeszcze 300zł :)
Życzę wszystkim takich wypraw!!!!! :):):):)
Cena za kurs- koszty przejazdu i noclegów= do domu przywiozłem jeszcze 300zł :)
Życzę wszystkim takich wypraw!!!!! :):):):)
Żadnych 300 zł nie przywiózł... ��
OdpowiedzUsuńto, że nie dał, nie znaczy, że nie zarobił :)
UsuńEhhhh...
OdpowiedzUsuńTeż się za nią stęskniłam... Nie za gotówką ale 'Śmieszką' i tymi wypadami na spontanie
Chyba musimy renegocjować cenę tego kursu...;-)
OdpowiedzUsuńHahahah
Usuń