MB 1.08
Czasami człowiek ma zły czas i musi rzucić wszystko i odpocząć. Tym razem nie proponowałem nikomu wypadu. zaplanowaliśmy go w duecie. A dlaczego miałem ciężki czas? W niedzielę pojechaliśmy pod Wenecję, w poniedziałek miałem odebrać paczkę. Paczkę dostaliśmy dopiero we wtorek, a klient zaczął się awanturować, że zbyt dużo chcemy go skasować za 28 godzin oczekiwania 2 kierowców. Dodatkowo zderzyłem się z patologią polskich sądów. Zostało zasadzone zabezpieczenie na alimenty, w wysokości połowy mojej pensji, na dziecko, którym opiekujemy się naprzemiennie, tydzień po tygodniu. Musiałem obciąć wydatki na niego. Mielismy kupić skuterek, bo zdał na A1. Nie mam jak. Miałem serdecznie dosyć tego wszystkiego, na szczęście udało się ogarnąć fundatora na wypad. I w ten oto szczęśliwy sposób spakowałem plecak, wsiadłem w czwartek w ryanaira do Bergamo, podreptałem 2kilometry do hoteliku i poszedłem spać. Rano wsiadłem we flixa i pojechałem do Chamonix, gdzie... poszedłem spać. W sobotę doszedłem do Goutera, gdzie... poszedłem spać. Tylko ostatnia noc kiepska, ale o tym będzie na końcu. Wróćmy do Chamonix: ceny noclegów przyprawiają o zawrót głowy, wyjątkowo położyłem się w hostelu, skąd rano odebrał mnie Tomek.
Pojechaliśmy na tramwaj,
którym wspieliśmy się na 2400, i ruszyliśmy do Goutera. Po drodze weszliśmy do tete rousse, gdzie spotkaliśmy Polaków. Nie weszli na szczyt, gdyż przewodnik stwierdził, iż jest kiepska pogoda. Spytali, czy my mamy przewodnika, odpowiedziałem bunczucznie, że bez przesady, na blanka nie potrzebujemy przewodnika. A prawda jest taka, że dopiero w sobotę spojrzałem na mapę, gdzie znajduje się szczyt. Przygotowanie zerowe. Ani kondycja, ani topografia, ani nawet nie przyłożyłem się do spakowania. Raki, czekan, itp, plecak 10kg z jedzeniem, ale bez picia. Tomek zasuwa, jakby mu za to płacili. Ma kondycję, w przeciwieństwie do mnie...
Pomiędzy schroniskami jest trochę zabawy. Jest słynny kuluar śmierci, którego przeszliśmy nieświadomie, ale bezpiecznie. Nawet spojrzeliśmy, że kamienie mogą lecieć... są skały, jest ferrata ( w kiepskim stanie), a tuz przed schroniskiem Goutera wchodzimy, oczywiście bez raków, na lodowiec.W schronisku byliśmy przed 15. Tomek chciał wejść wyżej, ale uświadomiłem go, że jeśli pójdę wyżej, to dotrę na szczyt, a wtedy rano się nie ruszę. To była dobra decyzja, i koło 16 już spałem. Pierwszy raz na takiej wysokości.
Na niebie nie ma chmur, cieszy mnie wiatr, bo przynajmniej osusza pot. Tomek ma bardzo silną wolę. Choć fizycznie padł, psychika wciąga go na szczyt.
O godzinie 8.42 stanęliśmy na szczycie. Dach Europy jest nasz
Jesteśmy zespołem, szliśmy razem. A gdyby ktoś nas zapytał o odczucia, mamy skrajnie różne. Ja mam niedosyt, szczyt był i blisko, i był łatwy, w dodatku zrobiłem go bez picia, bo jakimś cudem wypiłem wszystko w 90 minut marszu. A Tomek twierdzi, że była to ostra wyrypa. I ledwie dał radę.
O 3 się obudziłem. Przepakowałem i poszedłem na flixa.


















Komentarze
Prześlij komentarz