15 lipca Tatry

 Hej. Szukam jednej chętnej osoby na wypad w Tatry.

Plan. Wyjazd podhalaninem 14. Rano przejscie kozia-kozi, nocleg w Roztoce. 16 o poranku start w góry, MSW wzywa. Powrot też podhalaninem. Koszt nocleg plus pociag 544zł. Zabiorę tylko osobę która wpłaci mi należność.

Jedziemy w duecie z Natalia

W dniu wyjazdu spakowalem paczkę i poprosiłem dyspozytora, zeby przesłała mi do paczkomatu najbliżej term zakopiańskich. W paczce były ciuchy na powrót, ręcznik i kąpielówki. Po załatwieniu wszystkich czynności firmowych, odwiozłem psy do Niepruszewa, wpadłem na działke po klimatyzator dla Krzysia, i przy okazji... skosiłem trawę. Spakowałem się, umówiłem się z Natalią, że ona bierze linę. Ruszyłem do biura, skąd udaliśmy się na pkp. Ruszyliśmy z Natalią wagonem sypialniane do Zakopanego. W przedziale luksus. Soczek, woda, zlew. A na koniec podrózy kawa  w Zakopanem czeka nas negatywna niespodzianka, pada deszcz  czekamy 100 minut, aż przestanie, i rusAmy busikiem na Toporową Cyrhlę, skąd ruszamy w stronę psiej trawki. Nie leje już. Po prostu pada  po drodze spotykamy jedną studentkę, oboje stwierdzamy, że przypomina nam koleżankę z Niepruszewa, sprzed 25lat...

Idziemy razem w krótkich ciuchach, raz w kurtkach, a za chwilę w pelerynach. Idziemy w stronę Waksmundzkiej
Dochodzimy do schroniska w dolinie Roztoki. Zjadamy posiłek, wypijamy piwko i idę spać. Błogi relaks, do 3.50. Niczym nie zmącona cisza, przerwana budzikiem. Budzik nastawiłem tylko dlatego, że inaczej o północy wystartowałbym w góry... Natalią oddała mi linę. Stwierdziła, że brakuje jej sił...
Pogoda jest jak zawsze, niezgodna z prognozami. Jak wiecie, śmieszą mnie ludzie, bezgranicznie ufający meteorologom. Gdyby lekarze mylili się tak jak meteorolodzy, nie było by już ludzi ma świecie. A im uchodzi to bez kary...
Nienawidzę drogi do Moka. Dopiero co ruszyliśmy, a ja mam dość.
Czuję dzień "konia". Jestem wyspany, mam moc. Wiem, że szczyt jest w zasięgu.

Morskie oko budzi się do życia. Nie ma ludzi, jest spokój. Idziemy w stronę Mnicha


Zatrzymaliśmy się. Wyciągnąłem dyktafon. Poprosiłem, by Natalia nagrała oświadczenie, że jest świadoma gdzie idzie. Idzie na własną odpowiedzialność i w przypadku poczucia zagrożenia zawróci. Po jej oświadczeniu kilka razy pytałem jej, czy chce zawrócić, bo sugerowała, że mogła emerycko iść na Rysy. Ale twardo upierała się, by iść dalej





Minęliśmy mnicha. Jest dobrze

Niestety, tutaj Natalią poddała się. Poprosiła mnie o pomoc, jednak świadomy tego, że nie ma tu zagrożenia, miejsce jest łatwe, a dalej dopiero zaczyna się zabawa, powiedziałem, że musi sama  poddała się. Zawróciliśmy. Poszedłem odprowadzić ją pod Mnicha, skąd wydeptaną scieżką miała dojśc do szlaku. A ja zawróciłem w stronę MSW.
Pogoda jest cudowna. Oczywiście zamiast iść po najprostszej drodze wymyślam sobie utrudnienia. Czuję potrzebę, by walczyć ze skałami, a skały oddają mi ciosy. Wygrałem, ale pocharatałem nogę.
Odbieram telefon od zapłakanej Natki, która przerażona, w panice oznajmia, że zaraz umrze. Że nie zejdzie bo z każdej z 8 (!) Stron świata jest ściana z przepaścią, po której nie da się zejść. I choć jestem w połowie drogi na przełecz hinczową, niechętnie zawracam. Łzy leją mi się strumieniami. Gorycz porażki jest ciężka. Gdybym tu był z Renią, nie byłoby problemu. Gdybym był z Tymkiem, wciągnąłby mnie na szczyt. A tak, z wrodzoną odpowiedzialnością ruszyłem na pomoc kuzynce
Zeszliśmy do szlaku, weszliśmy na przełęcz szpiglasową, zeszliśmy do piątki i pomimo prób przekonania Natki, by zeszła sama do Wodogrzmotów, poszła ze mną na Kozi.
Powiedziała, że nie wierzy, że jest to "komercyjny" szlak. Była przerażona.  Po zejściu do gąsienicówki, poszliśmy przez Jaworzynkę do Kużnic. Na przełęczy między Kopami straciłem Natkę z oczu. Nie ukrywam, że tłum zombiaków na szlaku bardzo mnie irytuje. Dzieciaki stoją na środku, i pomimo mojego ryczenia: PRZEPRASZAM nie schodzą z drogi ... doszedłem do Kużnic, gdzie prawie 30 minut czekałem na Natkę. Zjechaliśmy do paczkomatu i posLiśmy na basem. Emerytka (tak kazała na siebie mówić) stwierdziła, że to rewelacyjny pomysł. Odświeżeni spotkaliśmy się z moim szwagrem na piwku, po czym wsiedliśmy do rozgrzanego pociągu



Z jednej strony, żałuję, że odebrałem telefon od Natki. Z drugiej strony, w panice mogła zrobić jakąś głupotę. Znam historię o śmiertelnym upadku na Gubałowce  MSW czeka. Może zrobię go sam, może z Tobą. Jeśli chcesz wejść ze mną, odezwij się... a tymczasem, w niedzielę zamierzam zrobić śnieżkę, którą miałem zrobić w zeszłym tygodniu, ale pojechałem do Paris...

P.S. podobno ktoś spadł na Koziej, dwie osoby z łańcuchów pod Zawratem... trudny dzień dla ratowników...


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

14, 15, 16 maja. Murowaniec, Kościelec, Świnica, Kasprowy

Z ziemi Greckiej, do Polskiej. Rowerem, w pojedynkę.Środa 15.04, godzina 13

urodziny (45 i 40) MULHACEN 14-20 listopada