Posty

Wildspitze na Wielkanoc, zmiana planow, zagrożenie lawinowe.

Obraz
 Wyjazd w Wielki Czwartek wieczorem.  W przeciwieństwie do porywczych turystów, z ciężkim bólem serca, podjęliśmy decyzję, iż jest zbyt duże ryzyko w Alpach. Napadało sporo śniegu, zagrożenie lawinowe- trójka. Polskie Tatry zamknięte dla turystów, a w piątce ludzie są uwięzieni przez zwały śniegu i będą ewakuowani śmigłowcem. Zmieniliśmy plany. Święta spędzimy na wschodzie, we Lwowie. Wsiadamy w pociąg. Planowo 22.51. Realnie pociąg przyjechał po północy. Daleko nie dojechaliśmy, bo zepsuł się pod łęczycą. Po kilku godzinach stania, lokomotywa spalinowa dowiozła nas do Zgierza, gdzie miała czekać na nas lokomotywa, ale nie czekała, to my czekaliśmy na nią. Po podpięciu lokomotywy, też nie ruszyliśmy, bo pojawił się problem z hamulcami. pozniej okazalo się, że pocoąg został... rozwiązany. Dojechaliśmy tylko do Krakowa. W sumie, do przemyśla, zamiast o 8 rano, dotarliśmy o 19. 11 godzin spóznienia, więc nie wyrobiliśmy się na pociąg do Lviv. Renia szukała alternatywnych rozwiąza...

09.03. Ferraty.

Obraz
 Jak człowiek siedzi w domu, to szybko dziadzieje. Rano wstałem pozytywnie nastawiony do życia. Ubrałem się, cmoknąłem ukochaną, zabrałem kejtry na spacer do biura. Przed 7 byłem już na treningu u mojego fizjoterapeuty. Usłyszałem, że zazdrości mi mojej radości do pracy. Powiedziałem, że trzeba wierzyć, że świat ma coś ekscytującego w zanadrzu. Kilka minut póżniej dostałem SMS, że pilnie trzeba zawieżć na targi w Nürnberg 3metrowy wydruk. Odbiór o godzinie 9. Po zakończonym treningu udałem się do biura wymienić samochód, zabrałem jedzenie i wyruszyłem w stronę domu, cmoknąć Renię. Niestety, nie zastałem jej, zdążyła umknąć do biura. No cóż. Pocałowałem się w nos, pojechałem odebrać przesyłkę, a po doręczeniu pojechałem do Hirsbach. Zaparkowałem auto i ruszyłem na skały. Po 30 minutach dochodzę pod skałę. Szybka rozgrzewka rąk. I ruszam.

Śnieżka, sobota, 21.02

Obraz
 Ja na spacer. Część na narty. Korekta, sobota. Wyjazd z Karlińskiej 5.00. Jedziemy do Janskie Jaznie Wyjechaliśmy punktualnie. Droga zajęła nam równo 3 godziny. Wysadziłem Tymka i Łucję pod wyciągiem i poczekałem na informację, czy dadzą radę sami wypożyczyć deski. Tymek dał mi zielone światło, więc ruszyłem w dół, w stronę Pec pod Sneskou. Po przejechaniu 4 kilometrów dzwoni syn: Tate, wróć proszę po buty i wiązania. Zawróciłem. Wpakował wszystko do auta i ruszył na stok. A ja pojechałem w stronę parkingu. Pada śnieg, droga robi się biała. Dojechałem, odstawiłem auto i ruszyłem w nieznane  Różowy passat daje radę. Pomimo wieku.  Przeszedłem 200 metrów rozmawiając z narzeczoną. A jak wiadomo, nie umiem robić dwóch rzeczy na raz:- zostawiłem w aucie napój. Zawróciłem po niego. Przed oczami pojawił mi się obraz sprzed 3 dni. Ja z telefonem przy uchu na peronie Szczecin Dąbie i ruszający pociąg z moimi tablicami rejestracyjnym. Odłożyłem je na chwilę i tak pozostały... 2 go...