święta Bożego Narodzenia w Bieszczadach
Zmiana planów. Zamiast do Austrii, jedziemy w Bieszczady
Kawałek dalej skręcamy na szlak. Wcześniej tu był punk poboru opłat. Ciekawostką kest, że ani w Mucznem, ani w Ustrzykach nie pobierają opłaty za wstęp. Uważam, że płatności powinny być automatyczne. Koszt obsługi, przewyższa dziś dochód parku...
Wiem, że może wiać. Nastroje są bardzo pozytywne, pomimo iż powiedziałem, że będą schody... Błoto zamrzło, idzie się całkiem dobrze
Dochodzimy do schodów, Renia stwierdza, że da radę, że nie jest źle.
Im wyżej wchodzimy, tym więcej śniegu. Las chroni nas przed wiatrem. Patrząc w niebo widać pędzące chmury. Dochodzimy do deszczoschronu, gdzoe robimy przerwę na jedzenie. Przypominam dziewczynom, że po wyjściu z lasu, będzi i wiało i zimno. Zignorowały moje ostrzeżenia.
Poszliśmy spać przed 18. O 23.30 wstaliśmy na Pasterkę do Bernardynów w Wetlinie. I choć dotarliśmy o 00.02, mieliśmy miejsca siedzące. Zupełnie inaczej, niż u Dominikanów w Poznaniu. Poziom zaangażowania i modlitwy też odbiegał od naszych dominikańskich przyzwyczajeń. Kapłan głosił lazanoe bez pasji, głosem jednostajnym, usypiającym. Zupełnoe inaczej, niż o. Roman...
Chetni:
1. Ja
2. Renia
3 Brydzia
4.
5.
6.
Psy nie jadą :( Ruszamy w trójkę,
O 12.30 byłem w Ortomedyku na fizjoterapi. Ostatnia fizjo przed górami. Zarówno ćwiczenia, jak i rękawy limfatyczne i masaż.
W trakcie zabiegu zadzwonił klient potwierdzić kurs do Gliwic. Towar odebrał miś i spotkaliśmy się na Karlińskiej. Łożyska przepakowaliśmy do paska, ruszyliśmy z Renią na działkę, dopakowaliśmy mamę i ruszyliśmy do Gliwic. Po zrzuceniu przesyłki oddałem kierownicze stanowisko narzeczonej, a sam zasnąłem. Były takie korki na a4, że nawi na wszelki wypadek wybrała alternatywną drogę przez Olkusz. Nie woem którędy jechaliśmy przez Kraków, bo spałem. Za Krakowem ponownie zjechaliśmy z autostrady, omijając kolejny korek. W Tarnowie na światłach zmieniliśmy się ponownie. Dziś Brydzia ma wolne od prowadzenia... Tuż za Duklą miałem najdzowniejszą kontrolę policyjną w życiu. Zatrzymał mnie szkiełowóz, szkieły kazały zjechać do zatoczki po przeciwmej stronie jezdni, podeszli do mnie, razem zaczęli do mnie mówić, na co ja jęknąłem, zeby sie zlitowali, bo jestem facetem, i nie mogą razem do mnie mowić, po czym jeden poprosił o dokumenty, chwyciłem mobywatela, zerknął, ze posiadam dowoód w telefonie i... życzył szerokiej drogi... Dojechaliśmy do Przystanku Smerek chwilę przed połnocą. Weszliśmy do pokoju numer dwa, wypiliśmy piwo i... wymieniliśmy się prezentami. W końcu jest już 24. Grudnia... Poszliśmy spać. Rano wybieramy się na pętlę: Wołosate-Tarnica-Rozsypaniec-Wołosate.
Rano oczywiście był problem ze wstaniem. Czas uciekał. Dopiero o 9 zaparkowaliśmu samochód w Wołosatym na płatnym parkingu. Lżejszy o 30 zł za parking i 20 zł za wejściówki do parku (mamut nie płaci za wstęp) ruszamy ulicą wzdłuż wsi
Wiem, że może wiać. Nastroje są bardzo pozytywne, pomimo iż powiedziałem, że będą schody... Błoto zamrzło, idzie się całkiem dobrze
Dochodzimy do schodów, Renia stwierdza, że da radę, że nie jest źle.
Zadałem dziewczynom proste pytanie: ojciec i syn mają razem 24 lata. Ojciec jest 20 lat starszy od syna, ile lat ma syn? Dopoero po dlùższym myśleniu otrzymałem prawidłową odpowiedż. A Ty znasz odpowiedz? Jeśli tak, to zdradz ją.
Spotkaliśmy schodzącą dziewczynę poprosiliśmy o zdjęcie. Mamut postanowiła uciec z kadru. Spytałem, czy rozumie, co to jest wspólne zdjęcie?
Warunki robią się ciekawe, wiatr i śnieg wdzierają się pod ubrania. Ostatni buziak i dochodzimy do przełeczy
Zgodnie z moją prognozą, wieje. Aczkolwiek jest mnoejszy wiatr, niż przewidywałem, choć dla moich dziewczyn, mnoej zaprawionych w boju, jest to koniec świata. Docieramy na szczyt. Dziewczyny są wykończone. Po zrobieniu pamiątkowego zdjęcia ruszamy w dół. Na przełeczy się rozdzielamy. Dziewczyny schodzą ja idę zabawić się z wiatrem. Wchodzę na Tarniczkę, potem Szeroki Wierch, Koszaryszczę. Znawcy tematu już wiedzą, że idę GSB do Ustrzyk (Ustrzyków?). Na dole spotykam się z dziewczynami i razem jedziemy zjeść obfity obiad w przystanku Smerek. Porcje są naprawdę spore. Tylko piwo leją małe, półlitrowe. Jedną porcją obiadu śmiało najedzą się dwie osoby. Po nasyceniugłodu Renia postanawia ukraść duszę wielkiemu psu. Zdjęcia wysłałem Kirze i Szogónowi, spędzającym święta w Zielonce, ale.. nie przejęły się niby tym. Jeśli myślałem, że Szogun jest dużym psem, to nie miałem racji...
Warunki robią się ciekawe, wiatr i śnieg wdzierają się pod ubrania. Ostatni buziak i dochodzimy do przełeczy
Zgodnie z moją prognozą, wieje. Aczkolwiek jest mnoejszy wiatr, niż przewidywałem, choć dla moich dziewczyn, mnoej zaprawionych w boju, jest to koniec świata. Docieramy na szczyt. Dziewczyny są wykończone. Po zrobieniu pamiątkowego zdjęcia ruszamy w dół. Na przełeczy się rozdzielamy. Dziewczyny schodzą ja idę zabawić się z wiatrem. Wchodzę na Tarniczkę, potem Szeroki Wierch, Koszaryszczę. Znawcy tematu już wiedzą, że idę GSB do Ustrzyk (Ustrzyków?). Na dole spotykam się z dziewczynami i razem jedziemy zjeść obfity obiad w przystanku Smerek. Porcje są naprawdę spore. Tylko piwo leją małe, półlitrowe. Jedną porcją obiadu śmiało najedzą się dwie osoby. Po nasyceniugłodu Renia postanawia ukraść duszę wielkiemu psu. Zdjęcia wysłałem Kirze i Szogónowi, spędzającym święta w Zielonce, ale.. nie przejęły się niby tym. Jeśli myślałem, że Szogun jest dużym psem, to nie miałem racji...
Poszliśmy spać przed 18. O 23.30 wstaliśmy na Pasterkę do Bernardynów w Wetlinie. I choć dotarliśmy o 00.02, mieliśmy miejsca siedzące. Zupełnie inaczej, niż u Dominikanów w Poznaniu. Poziom zaangażowania i modlitwy też odbiegał od naszych dominikańskich przyzwyczajeń. Kapłan głosił lazanoe bez pasji, głosem jednostajnym, usypiającym. Zupełnoe inaczej, niż o. Roman...
Rano obudziłem się (a jakże miałobybyć inaczej), o 5.52. Zacząlem pisać bloga. Po 30 minutach bloger zawiesił się, i... wszystko straciłem. Odłożyłem telefon, i chwilę poleżałem tuląc się do Reni. Po kilku minutach zrobiłem pobudkę. Reni nie było łatwo wyciągnąć z łóżka, po zejściu na śniadanie (jak tu będziecie zamawiajcie jedno śniadanie na dwie osoby), wiedziałem już, że dziś na spacer idziemy tylko z Brydzią, a Renia bierze pochodną gripeksu i wraca do łózka. Śniadanie było bardzo obfite, nie byliśmy wstanie go zjeść. Tak się napchałem, że kolejny posiłek zjadłem dopiero o 16 w Chatce Puchatka.. Wyruszyliśmy we dwoje
Dziś pogoda jest nudna. Nie ma wiatru, widać słońce. Jest dużo cieplej niż wczoraj. Wchodzimy na Smereka
Mama chciała iść w krótkim rękawku, wybiłem jej to z głowy. Twierdzi, że wczoraj umarła z zimna, noe wie jakim cudem żyje, i teraz już jej nic nie zabije.
Robiłem ten szlak kilkanaście miesięcy temu. Również należy do GSB. Śnieg jest przyjemny, nie ma potrzeby wchodzenia w raczkach.
Mamcia miała soę zatrzymać do zdjęcia. Nie wiem, co zrozumiała, ale tak ją uwieczniłem. Może to klasyczny błąd komunikacji, może użyłem skrótu myślowego i inaczej to odebrała? A może to widok ją zachwycił..
Obiecałem święta w śnoegu, mamy bajkowe krajobrazy. Śniegu jest niewiele, ale jest ślicznie
Ostatnoe podejścoe pod Smereka. Na szczycie stoi krzyż.
Jest to drugi krzyż postawiony w tym miejscu. Zatrzymaliśmy się, by chwilę mapawać się widokami. No i żeby Brydzia wyrównała oddech
Spotykamy kilku ludzi na szlaku. Wszyscy są otwarci, weseli, wszyscy się witają.
Idziemy granią. Nie ma wiatru, a słońce odbika się od śniegu. Na nosie mam okulary lodowe. Brydzia ma... swoje okulary. Mam madzieję, że nie oślepnie. Widzę, że kondycyjnie odpada, ma coraz mniej siły.
Przed chatką puchatka człapie, bo niv innego zrobić nie może. Chyba straciła radość z marszu. Wiem, że z wycieczki zapamięta nie dzisiejszą wycieczkę, a wczorajszą, gdy czuła zimno. W chatce wypiła kawę. Schodzimy żółtym szlakiem
Mamcia miała soę zatrzymać do zdjęcia. Nie wiem, co zrozumiała, ale tak ją uwieczniłem. Może to klasyczny błąd komunikacji, może użyłem skrótu myślowego i inaczej to odebrała? A może to widok ją zachwycił..
Obiecałem święta w śnoegu, mamy bajkowe krajobrazy. Śniegu jest niewiele, ale jest ślicznie
Gdy w górze świeci piękne słońce, doliny nadal są przykryte pierzyną z chmur
Jest to drugi krzyż postawiony w tym miejscu. Zatrzymaliśmy się, by chwilę mapawać się widokami. No i żeby Brydzia wyrównała oddech
Spotykamy kilku ludzi na szlaku. Wszyscy są otwarci, weseli, wszyscy się witają.
Idziemy granią. Nie ma wiatru, a słońce odbika się od śniegu. Na nosie mam okulary lodowe. Brydzia ma... swoje okulary. Mam madzieję, że nie oślepnie. Widzę, że kondycyjnie odpada, ma coraz mniej siły.
Przed chatką puchatka człapie, bo niv innego zrobić nie może. Chyba straciła radość z marszu. Wiem, że z wycieczki zapamięta nie dzisiejszą wycieczkę, a wczorajszą, gdy czuła zimno. W chatce wypiła kawę. Schodzimy żółtym szlakiem
Tu jest już tłumnie, bo szlak jest krótki. Od parkingu idzie się godzinę do chatki puchatka. Dlatego Przełęcz Wyżna jest wybierana przez rodziny z dziećmi. W parę chwil można wejść na połoniny i zrobić ładne zdjęcia.
Mnie chatka nie urzekła. Ani za pierwszym razem, gdy było tylu ludzi, że nie dało się wejść, ani dzisiaj
Ścoeżka w dół kest oblodzona. Zamierzamy skręcić na czarny szlak, by skŕócić mękę spaceru po asfalcoe.Gdy dotarliśmy do asfaltowej drogi napisała Renia. Przespała cały dzień. Przyjechała po nas. Jest bohaterem Brydzi. Bo choć Brydzia dzielnie maszerowała, była wykończona.
Ścoeżka w dół kest oblodzona. Zamierzamy skręcić na czarny szlak, by skŕócić mękę spaceru po asfalcoe.Gdy dotarliśmy do asfaltowej drogi napisała Renia. Przespała cały dzień. Przyjechała po nas. Jest bohaterem Brydzi. Bo choć Brydzia dzielnie maszerowała, była wykończona.
Jutro rano wracamy. Najpierw jedziemy do Rzeszowa, póżniej do Lublina, Warszawy i Poznania. Mamy nadzieję, że po drodze spotkamy się ze znajomymi...























Do jakiego schroniska?
OdpowiedzUsuńNie wiem. Ale mam dość siedzenia i obzerania się w święta. Możemy gdziekolwiek
OdpowiedzUsuń